W dniach 15-17 grudnia 2017 r., w Golubiu-Dobrzyniu odbył się cykliczny biwak Wigilijno-Urodzinowy — w tym roku po raz XX! Jest to zdecydowanie najpopularniejsza impreza wywodząca się z tego hufca, której kolejne edycje zrzeszają coraz to więcej harcerzy i instruktorów praktycznie z całej Polski. Dla mnie było to trzecie WU i na sugestię dh. Niny Lubowieckiej postanowiłem przybliżyć ideę tego oryginalnego biwaku i opisać jak to wyglądało w tym roku.

Biwak Wigilijno-Urodzinowy odbywa się co roku w grudniu w ramach celebracji urodzin 44 Golubsko-Dobrzyńskiej Drużyny Harcerskiej “Łaziki” . Nierozłącznym elementem każdego WU jest oficjalne świeczkowisko, na którym możemy zaprezentować się przed uczestnikami, zobaczyć ile nas jest oraz zaśpiewać tradycyjne “Sto lat” organizatorom. Zazwyczaj jest to (zaraz po apelu) pierwsza wspólna rzecz, którą robimy całym biwakiem. W tym roku świeczkowisko odbyło się jednak w sobotę, po trasie z przyczyn organizacyjnych.

Po świeczkowisku jest czas na integrację! Organizatorzy zawsze zadbają o miejsce “wolne od ciszy nocnej”, w którym jeśli uczestnicy chcą, mogą siedzieć, śpiewać, bawić się do samego rana — czyli pobudki. Bardzo to sobie cenię, ponieważ właśnie wtedy jest czas, aby porozmawiać ze starymi znajomymi, wymienić się spostrzeżeniami, pograć w jakieś planszówki — po prostu spędzić wspólnie czas z osobami, które widujemy sporadycznie.

Sobota jest zawsze bardzo intensywna. Wtedy właśnie uczestnicy mogą wyjść na trasę, która oprowadza po ciekawych miejscach w Golubiu-Dobrzyniu. Oprócz trasy odbywają się zajęcia. Moją drugą ulubioną rzeczą na WU są zajęcia dh. Jagiela. Jagiel jest studentem kognitywistyki w Poznaniu oraz prowadzi bloga Ciśnienie na życie, na którym daje upust swoim myślom — szczerze zachęcam do zapoznania się! Zawsze gorąco wyczekuję jego zajęć, ponieważ są bardzo angażujące, ciekawe oraz pouczające i nie wyobrażam sobie WU bez właśnie tego elementu. Oczywiście poza tymi zawsze jest dużo innych równie ciekawych warsztatów, ale serducho nie pozwala mi wybierać inaczej.

Kiedy za oknami można dostrzec pierwsze mroki grudniowego wieczoru, świadczy to o jednym — czas na przygotowania do wigilii. WU tradycjami stoi, stąd co roku uczestnicy pomagają organizatorom w przygotowaniach sali do wspólnego posiłku. Noszenie krzeseł i stołów stało się już równie ikoniczne, co samo łamanie opłatkiem. Gdy kurz ogromnego zaangażowania opadnie, następuje czas na przywdzianie mundurów i przygotowania, tym razem siebie, do wigilii.

Gdy głos oboźnego wypowie magiczne hasło “Wigilia!”, zaczynamy patrolami zasiadać przy stole. Jest wtedy zawsze bardzo głośno, lecz pomimo tego udaje się nam zaśpiewać wspólnie kolędy w oczekiwaniu na Mikołaja. Właśnie, prawie zapomniałem o najważniejszym gościu! Co roku, każdy patrol dostaje prezent od Mikołaja, który przychodzi, zanim zaczniemy się dzielić opłatkiem.

Kiedy wszystkie prezenty zostaną wręczone, a w tle śpiewane są zwrotki kolęd, o których nawet najstarszy drużynowy nie miał pojęcia, można zacząć konsumować pyszności przygotowane przez uczestników. W teorii. W praktyce jest to czas, w którym otrzymujemy opłatek i zaczyna się wieczór cudów.

Tak, cudów. Magia WU polega właśnie na tym momencie, na który wszyscy czekają cały rok. Zaczynamy wtedy składać sobie życzenia. Pewnie wielu z was pomyśli “Co w tym takiego fajnego? Składanie życzeń jest nudne i niezręczne” – nic bardziej mylnego! Jest to czas, w którym to nie umysł, a serce decyduje, co powiesz drugiej osobie, jest to chwila, w której możesz szczerze powiedzieć to, co chciałeś powiedzieć komuś przez cały rok, ale zawsze uważałeś, że nie wypada, albo, że to zły moment. Pamiętam, że na pierwszym moim WU byłem w szoku, że osoby, które już były prędzej na tym biwaku potrafią się tak otworzyć i powiedzieć mi szczerze co o mnie myślą i za co mi dziękują. Już po kilku rozmowach z takimi osobami zrozumiałem, że ja też mam im coś więcej do powiedzenia niż tylko klasyczne “Nawzajem!”. Każdy się w końcu przełamuje pod magią tego cudownego biwaku. Widzę to po sobie i widzę to też po innych moich przyjaciołach, których miałem okazję przywieźć w zeszłym roku jako pierwszorocznych i w tym roku już jako obeznanych. Wystarczy tylko otworzyć serce, a cuda same przyjdą.

Ja w tym roku poświęciłem 18. urodziny mojej przyjaciółki, za co będzie mi dozgonnie głupio, żeby pojechać na WU, ponieważ potrzebowałem w moim życiu cudu, którego miałem nadzieję tam znaleźć. Wiecie co? Udało się. W kilka minut otrzymałem to, co sam chciałem zdziałać przez wiele tygodni.

Za tą całą magię i te wszystkie cuda, o których tak cały czas piszę, odpowiadają ludzie — harcerze — przyjaciele. To jest piękne, że tyle ludzi tego wieczoru dowiaduje się, jak bardzo wartościowym człowiekiem jest dla innego człowieka. Nigdy prędzej nie widziałem tyle wspaniałych emocji w jednym miejscu od łez radości, wzruszenia, po łzy smutku i żalu spływające ma naramiennik bliskiej ci osoby. To jest bardzo ważny dzień dla mnie i dla wielu innych osób dlatego w tym miejscu należą się podziękowania dla komendanta biwaku pwd. Karola Grąbczewskiego, całej drużyny solenizantów tj. oczywiście 44. Golubsko-Dobrzyńsko Drużyna Harcerska “Łaziki” oraz innym pomocnym elfom z różnych drużyn — dziękujemy!

Kiedy emocje delikatnie opadają, orientujesz się, że jest 1 w nocy, ty nawet nic nie posmakowałeś z wigilijnego stołu, ludzi na sali jest już dużo mniej, a jeszcze z kilkoma bliskimi ci osobami nie rozmawiałeś! Ja w tym roku przedostatnie życzenia skończyłem przed 3 w nocy, kiedy jedzenie ze stołu zostało już posprzątane. Napisałem przedostatnie, ponieważ wciąż nie udało mi się złożyć życzeń jeszcze jednej osobie obecnej na WU. Jednak kiedy tak siedzisz sobie po blisko 6 godzinach emocjonalnych rozmów, myślisz sobie “Dlaczego nie można wynieść tego poza ściany tego biwaku?”. I tak też zrobiłem tamtej nocy i zamierzam zrobić to w najbliższej, przedświątecznej przyszłości.

Choć można te magiczne chwile przedłużać do rana to i tak kiedyś się skończą i dobrze, bo wszystko, co dobre musi się kończyć. Niedzielny poranek, dla niektórych jest po prostu kontynuacją nieprzespanej nocy. Albo dwóch. Jest to trudny okres, ponieważ stoły i krzesła same się nie wyniosą, a morale uczestników po małej ilości snu — dość niskie. Ostatnią rzeczą jest apel pożegnalny. Wręczane są pamiątkowe dyplomy oraz plakietki z grafiką autorstwa dh. Matyldy. Po tym zostało się już tylko pożegnać.

Na WU pożegnania są trudne. Kilka godzin wcześniej prowadziłeś z tymi ludźmi jedną z ważniejszych rozmów od początku waszej relacji albo jakoś pozwoliliście sobie ją podsumować, a teraz znowu się żegnacie z nadzieją do zobaczenia na najbliższej imprezie harcerskiej albo odprawiacie się z klasycznym “No to do WU!”.

Biwak Wigilijno-Urodzinowy jest czymś niezwykle potrzebnym, każdy powinien przeżyć go chociaż raz ze swoimi przyjaciółmi, aczkolwiek nie wiem, czy w Golubiu-Dobrzyniu są jeszcze większe szkoły. Mam nadzieję, że w osobach, które w ogóle o nim nie słyszały, udało mi się rozpalić iskrę ciekawości i ekscytacji, natomiast u osób, które już były na WU — wywołać uśmiech na twarzy i przypomnieć nieco ciepłych wspomnień.

Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia chciałbym życzyć wszystkim otwartych serc! Nie bójcie się otworzyć na innych, powiedzcie rodzinie, przyjaciołom — tym harcerskim i tym nieharcerskim, drużynowemu i innym bliskim osobom jak ważni są dla was i co im zawdzięczacie, bo przecież do tego nie potrzeba WU.

ćw. Michał Pyszora